Przyznaję, że pisanie o tym filmie sprawia mi szczególną przyjemność, ponieważ należy on do grona moich ulubionych. Mimo wszystko postaram się zachować neutralność i przedstawić go w możliwie najbardziej przejrzysty sposób.
Paradoksalnie, mój pierwszy seans Patersona nie należał do udanych. Byłam na nim z moją przyjaciółką we wspaniałym, lubelskim Kinie Bajka,
w samym środku mroźnej zimy roku 2016. Na sali było chłodno, kręciłam się w fotelu, co z pewnością miało wpływ na mój odbiór filmu… ale największy dyskomfort sprawiało mi to, co działo się na ekranie. Ostatecznie, wychodząc z kina – byłam po prostu wściekła i obrażona na lubianego wcześniej przeze mnie Jarmuscha. Mój ówczesny stan może poświadczyć moja towarzyszka, która przez całą drogę powrotną musiała słuchać, jak okropny był to film. Wszystko przez to, co działo się pomiędzy bohaterami filmu oraz czego ówczesna ja nie byłam w stanie przyjąć i zrozumieć. Potrzebowałam na to czasu i dwóch dodatkowych seansów.
Paterson (Adam Driver) jest kierowcą autobusu miejskiego w mieście Paterson w stanie New Jersey. Ciekawe zestawienie na sam początek… Wykonuje swoją pracę rzetelnie, jego życie ma stały rytm, zaś każdą wolną chwilę wykorzystuje na pisanie wierszy. Jest zatem artystą, ale nie przejawia swojej postawy. Poezja jest jego pasją, ale nie ma potrzeby wyjścia z nią do potencjalnych odbiorców. Woli pozostawić ją dla siebie i swojego niezwykle bogatego, wewnętrznego świata, o który być może na pierwszy rzut oka byśmy go nie posądzali. Do wyjęcia zeszytu z szuflady namawia go jego żona. Laura (Golshifteh Farahani), bo tak ma na imię, wydaje się być całkowitym przeciwieństwem Patersona – jako artystyczna dusza, codziennie ma inny pomysł na siebie i intensywnie szuka ujścia dla swojej kreatywności.
O swoich kolejnych dokonaniach (nie zawsze wysokich lotów) regularnie informuje Patersona, posługując się przy tym tekstami rodem
z motywacyjnych podręczników. Bardzo kocha swojego psa, którego Paterson darzy wątpliwą sympatią.
Komunikacja pomiędzy Patersonem a Laurą może sprawiać wrażenie dziwacznej. Oboje przebywają na swoich własnych orbitach – jego światem rządzą słowa (chociaż nie mówi zbyt wiele), jej rzeczywistość zdaje się być bardziej wizualna i zmysłowa. On swoją energię kieruje do wewnątrz, ona nie zmarnuje żadnej okazji, by uzewnętrznić swoje przeżycia i dać im materialny wyraz. Jego codzienność posiada ustalony rytm, ona poddaje się twórczym przypływom i odpływom. A jednak jest między nimi coś,
co pozwala im się ze sobą spotkać, zrozumieć oraz darzyć miłością
i szacunkiem. Szukać tego musimy między wierszami. Podczas seansu mamy do wykonania sporo pracy.
🖤 Czy Paterson i Laura faktycznie są swoimi przeciwieństwami?
🖤 Co ich dzieli, a co łączy?
🖤 Czym może być nieuchwytne „coś” zbliżające tych dwoje?
🖤 Wreszcie: czy ich związek należy do udanych?
🖤 Co w ogóle oznacza hasło „udany związek”?
Jarmusch poprzez powolne tempo swojego filmu, powtarzalność wydarzeń
i oszczędność w środkach stworzył specjalną przestrzeń tylko dla widza.
Wchodząc w nią, samodzielnie nadajemy sensy przedstawionym na ekranie wydarzeniom. Absolutnie żadnego rozwiązania nie mamy podanego na tacy. Takie w gruncie rzeczy są niemal wszystkie jego filmy, w których bardzo często porusza tematykę dziwności relacji międzyludzkich
i trudności w komunikowaniu się.

Dodatkowe smaczki nadają wątki poboczne i wyraziste postacie drugoplanowe. Zderzenie z każdą z nich zmusza Patersona do podejmowania działań oraz ponad wszystko – daje mu inspiracje do tworzenia. Jarmusch stworzył swoim obrazem swoistą pochwałę codzienności, zwykłości życiowych punktów odniesienia oraz ich różnorodnej kolorystyki.
Żadna z przedstawionych tu płaszczyzn w międzyludzkich relacjach nie jest czarno-biała. Podpowiada, że inspirujące może być nawet pudełko zapałek (tematyka jednego z wierszy Patersona), a do szczęścia być może nie potrzebujemy wielkich wydarzeń.
Niewątpliwie jest to film piękny w swej prostocie i jednocześnie niełatwy
w odbiorze. Warto sprawdzić co wydarzy się w nas zarówno w czasie seansu jak i po nim. Sama na własnej skórze doświadczyłam tego, jak odbiór filmów zmienia się wraz z upływem czasu. Jeśli zdecydujecie się na pierwszy lub powtórny seans – życzę ciekawych doświadczeń i przemyśleń!
