Oto my, Nir Bergman, 2020

Aharon (Shai Avivi) swego czasu porzucił dobrze rozwijającą się karierę rysownika i każdą chwilę poświęca na opiekę nad swoim synem, Urim (Noam Imber). Chłopak ma zdiagnozowane zaburzenia ze spektrum autyzmu.
Już od pierwszych scen dostrzegamy pozawerbalną wręcz nić porozumienia, jaka łączy tych dwoje. Ich relacja przepełniona jest wzajemnym zaufaniem
i ciepłem – którego Aharon zdaje się być niewyczerpalnym źródłem.
Dzięki wieloletnim terapiom oraz nieustannej opiece ojca chłopak jest dość samodzielny, komunikatywny i przyjaźnie nastawiony do otaczającego go świata – mimo trudnych, charakterystycznych dla autyzmu zachowań
oraz poważnych problemów w samostanowieniu o sobie. Jest wielkim fanem filmów Chaplina oraz radosnej muzyki. Codzienność w ich domu opromieniania izraelskim słońcem jest dość sielska i ma ustalony rytm. Panowie czują się ze sobą dobrze i poza relacją ojciec-syn łączy ich coś
na kształt męskiej przyjaźni.

Jest jeden „problem” – Uri jest już pełnoletnim mężczyzną. Jego matka chce, aby zdobył większą samodzielność i nauczył się nawiązywać relacje
z rówieśnikami. Rozwiązaniem ma być umieszczenie chłopaka w specjalnym ośrodku opiekuńczym. Kobieta nie wierzy przy tym, że Uri poradzi sobie inaczej w dorosłym życiu. To brzmi jak wyrok wydany na syna przez nieczułą, nieobecną w procesie jego wychowania matkę. Gdy rodziną zaczynają się interesować pracownicy domu opieki, Aharon podejmuje decyzję o wspólnej z synem ucieczce z domu…

Codzienne rytuały panów nie zioną monotonią…
Fotos z filmu „Oto my” /Best Film /materiały dystrybutora

Jak to w filmie drogi – w jej trakcie panowie znajdą się w wielu różnorodnych sytuacjach i będziemy mieli okazję przyjrzeć się im z różnych perspektyw, dowiadując się przy tym coraz więcej o przeszłości Aharona. Dość szybko okazuje się, że lekcję dorosłości i odpowiedzialności za swoje czyny ma
do odrobienia nie tylko Uri (nie mający przecież pełnego wpływu na swoje postępowanie), ale także jego tata. Tak, ten właśnie dorosły, pełen ciepła, opiekuńczy i do granic możliwości cierpliwy mężczyzna. Kto by pomyślał?

Słowo „ucieczka” we wspólnej wyprawie jest prawdziwym kluczem.
Przed czym ucieka ojciec, a jakie nowe cele z coraz większą śmiałością pragnie dogonić syn? Obaj dzięki wzajemnym interakcjom oraz obserwowaniu samych siebie w nowych okolicznościach przechodzą piękny, lecz niepozbawiony bólu proces dojrzewania. Na naszych oczach ojciec i syn dorastają do wolności – zarówno osobistej, jak i tej, którą daje się drugiemu, ukochanemu człowiekowi.

🖤 Czego zabrakłoby w życiu Aharona, gdyby Uri odszedł na dobre z domu?
🖤 Jakich zmian musiałby dokonać i z czym skonfrontować?
🖤 Zobaczenie w Urim autonomicznej, samodzielnej jednostki – dlaczego Aharon tak długo się przed tym wzbraniał?
🖤 W których sytuacjach Uri manifestował swoją dojrzałosć i gotowość
do zmian?
🖤 Jakich uczuć doświadczać mogą rodzice, gdy ich dziecko opuszcza gniazdo?
🖤 Gdzie leży granica pomiędzy troską a sprawowaniem kontroli?
🖤 Z czego wynikać może potrzeba kontrolowania?
🖤 Czy wolność zarówno własna jak i należąca do bliskiej osoby może przerażać?
🖤 Czy oddalenie się = opuszczenie?

Film znalazł się w oficjalnej selekcji MFF Cannes 2020. Kreacje aktorskie dwóch głównych bohaterów naprawdę zapadają w pamięć. Trudno zapomnieć o przepełnionym ciepłem i bezgranicznym zrozumieniem spojrzeniu ojca oraz brawurowych scenach wściekłości i radości syna. Takich trzech jak ich dwóch, nie ma ani jednego. Dzięki temu seansowi mamy szansę na lepsze poznanie jednego ze sposobów postrzegania świata, jakim jest autyzm. Cały film skąpany jest w słonecznych barwach izraelskiego lata, a my mamy niezłą okazję do zwiedzenia tego kraju.
W takich warunkach naprawdę łatwo jest zostać przyjacielem tej rodziny.

Czego nauczyła mnie ośmiornica, Pippa Ehrlich/James Reed, 2020

Tym razem po filmowe refleksje udajemy się na samo dno oceanu. Film dokumentalny produkcji Netflixa o lekko enigmatycznym tytule opowiada
z pozoru prostą historię przyjaźni człowieka z podwodną istotą.
Ich spotkanie na oceanicznym dnie dla obojga okaże się być niezwykłą lekcją, a nawet wieloma lekcjami. Nie zabraknie także egzaminów.

Bohaterem i jednocześnie narratorem dokumentu jest Craig Foster, doświadczony filmowiec. Swoją opowieść zaczyna od wspomnień życiowego etapu, w którym zaczęły się objawiać u niego symptomy wypalenia zawodowego. W pewnym momencie mężczyzna zdał sobie sprawę,
że umarło w nim bliżej nieokreślone „coś” i nie jest dłużej w stanie wykonywać swojego zawodu, który wcześniej sprawiał mu wiele satysfakcji. Jego życie rodzinne również nie było wówczas w najlepszej kondycji, martwiły go m.in. coraz luźniejsze relacje z dorastającym synem.
Na tamtym etapie zaczęły wracać do niego wspomnienia z dzieciństwa spędzonego nad oceanem, m.in. dom obmywany przez morskie fale i rytm życia zgodny z cyklem przypływów i odpływów. Aby odnaleźć równowagę
i przywrócić sobie siebie samego – wybiera się nad tętniące życiem południowoafrykańskie wybrzeże. Tam zaczyna regularnie spędzać czas
na nurkowaniu. Podczas jednej z podwodnych podróży na oceaniczne dno, pośród jego zakamarków zauważa niewielką ośmiornicę. Od tamtej pory odwiedza jej kryjówkę codziennie, cierpliwie i spokojnie ją obserwując.
Nie jest do końca świadomy, że on również jest śledzony przez parę czujnych oczu. Po kilku dniach zwierzę opuszcza kryjówkę i w geście przywitania wyciąga w jego stronę jedną z macek.

Ośmiornica zachowuje się w niemalże ludzki sposób. Na przemian zbliża
się i wycofuje, gdy tylko jej zaufanie zostaje nadszarpnięte. Przeżywa prawdziwe tragedie, z których podnosi się w godny podziwu, unikalny sposób. Jest jednocześnie delikatna i waleczna, dba o swoje interesy pamiętając przy tym o zapewnieniu sobie czasu na odpoczynek…
i zabawę. Jej niebywała inteligencja i umiejętności przystosowywania
się do dynamicznych warunków życia na oceanicznym dnie są naprawdę zdumiewające. Dzięki materiałom nagranym przez Craiga widz ma okazję przyglądać się ośmiornicy z bardzo bliska, zaś wydarzenia z jej życia mogą przyprawić o dreszczyk emocji, zasmucić i wprawić w osłupienie.
Z pewnością będzie to barwna podróż.

Jedna ze wspólnych eskapad (źródło: Netflix)

Pytania, które warto sobie zadać:

🖤 Co dzięki przyjaźni z ośmiornicą zyskał Craig? Co stracił?
🖤 Jak wyglądać mógł ten bilans z perspektywy ośmiornicy?
🖤 Czy możemy utożsamić się nie tylko z głównym bohaterem, ale również wczuć się w położenie ośmiornicy?
🖤 Jakie aspekty ich relacji można przełożyć na relacje międzyludzkie?
🖤 Jakie wartości z podwodnych doświadczeń Craig przeniósł do swojego życia?
🖤 Jakich uczuć doświadczył Craig, a co wydawała się czuć ośmiornica?


Film może nam się przydać w chwili, w której sądzimy, że wszystko na świecie już widzieliśmy i niewiele jest nas w stanie zaskoczyć. Może dodać otuchy i pomóc zdystansować się odrobinę od rzeczywistości, która aktualnie nie oszczędza nas wszystkich. To wzruszająca, przepełniona pięknymi zdjęciami oceanicznego świata opowieść o jedności natury
i człowieka.


Film dostępny jest na Netflixie. Został nominowany do Oskara 2021
w kategorii najlepszy pełnometrażowy dokument.

Lekcja miłości, Małgorzata Goliszewska, 2019

Jola ma prawie 70 lat i nieodparty urok przedwojennej gwiazdy kina. Nienaganny makijaż, elegancki strój i wrodzona klasa przykuwają naszą uwagę już od pierwszej sceny. Bohaterka dokumentu rozmawia w niej
ze swoim mężem… a raczej wysłuchuje strumienia wulgarnych epitetów
na swój temat. Chwilę później mężczyzna zapewnia ją o płomiennej miłości. Jola spędziła w tej toksycznej, niesatysfakcjonującej relacji ponad 40 lat. Mimo przemocy trwała w małżeństwie w imię dewizy „na dobre i na złe”, wychowując dzieci i dbając o rodzinę. Zawsze robiła głównie to, co powinna
i czego od niej oczekiwano. Teraz nadszedł czas, gdy mówi dość.

Przemoc słowna to tylko wierzchołek góry lodowej, jakim było jej życie
z mężem. W rozmowach z koleżankami pada jego krótkie i bolesne podsumowanie: „pił i bił”. Mamy więc do czynienia z dość powszechnym
w Polsce modelem dysfunkcyjnej rodziny, której kulisy przez lata okryte były w naszym społeczeństwie tematem tabu. Jola ma wiele wątpliwości –
od moralnych, przez związane z wiarą, po ekonomiczne – ostatecznie jednak opuszcza męża i rozpoczyna nowe życie na własnych zasadach. Zaczyna robić to, o czym zawsze marzyła: spotyka się z przyjaciółkami, śpiewa, pisze wiersze, chodzi na lekcje tańca. Poznaje na nich Wojtka, mężczyznę z którym ma szansę stworzyć relację opartą na wzajemnym szacunku, wsparciu
i dojrzałym uczuciu. Mężczyznę pełnego empatii, niepozbawionego przy tym ludzkich wad i słabości. Czy Jola będzie potrafiła przyjąć dobro po wielu latach toksycznych szarpanin i przemocy?

Kadr z filmu (źródło: Filmweb)
„Chciałbym, żebyś mi powiedziała, że lubisz mnie chociaż trochę.”

Jedno jest pewne – Jola bierze życie w swoje ręce i być może po raz pierwszy czuje się prawdziwie wolna. Po raz pierwszy czuje, że zasługuje
na o wiele więcej, niż dotąd dostawała. Uczy się zauważać swoje potrzeby i zdaje sobie sprawę, że aby móc zostać prawdziwie pokochanym, najpierw należy pokochać samego siebie. Dzięki temu dzielnie radzi sobie z trudami, których mimo zmian na lepsze nie szczędzi jej życie.

Po seansie warto przemyśleć:

🖤 Dlaczego ludzie tkwią latami w krzywdzących ich związkach?
🖤 Jakie uczucie lub mechanizm jest podstawą takiego związku?
🖤 Gdzie leżą granice „na dobre i na złe”?
🖤 Czy „miłość Ci wszystko wybaczy”?
🖤 Na czym opierać się może relacja dwojga dojrzałych ludzi?
🖤 Co Jola straciła a co zyskała po zerwaniu ze swoim dotychczasowym życiem?
🖤 Jaką rolę mieli w tym wszystkim bliscy jej ludzie?
🖤 Dodatkowo: czy miłość to wolność?

Widziałam ten film w kinie przepełnionym seniorami, którzy żywo reagowali na kolejne wydarzenia z życia bohaterki. Łzy wzruszenia zauważyłam również u bardzo młodych widzów. W moim odczuciu świadczy
to o uniwersalnym przekazie filmu, który całym barwnym jestestwem Joli przemawia do nas: nigdy nie jest za późno. Na nic, cokolwiek by to nie było.
A szczególnie na prawdziwą miłość.

Jolę i jej działalność możecie podziwiać na Instagramie pod adresem:

https://www.instagram.com/jolanta_janus_official/

Film do obejrzenia na HBO Go
https://hbogo.pl/filmy/lekcja-milosci-2020

Zabij to i wyjedź z tego miasta, Mariusz Wilczyński, 2020

Następna stacja: Łódź Fabryczna. To tu zaczynamy animowaną podróż przez gąszcz wspomnień głównego bohatera i jednocześnie autora filmu.
Jest to peerelowska Łódź znana ze stereotypów i zarazem do bólu prawdziwa – przemysłowa, brudna i pełna przemocy. Tam właśnie Wilczyński urodził
się i wychował. Dosłowność przedstawianych krajobrazów i brutalna realistyczność scen jest paradoksalnie czymś umownym.
Autor przeprowadza nas raczej przez strumień swojej świadomości
i pozornie dość luźno połączonych ze sobą skojarzeń: surrealistycznych, osadzonych na pograniczu snu i jawy. Kolejne sekwencje uzupełniają
się wzajemnie i przenikają. Kończą się, by za chwilę powrócić w odmienionej wersji. Tak, niełatwo może być nam się w tym wszystkim odnaleźć, szczególnie, że jest to film wyjątkowo osobisty. Nieraz nasze trudy
w odnalezieniu logiki czy usilne próby zrozumienia niektórych scen mogą spełznąć na niczym, choć warto je podejmować. Niektóre z nich wręcz zmuszają nas do poddania się ich nastrojom, emocjom i przekazowi – warto temu zaufać. Towarzysząca animacji muzyka Tadeusza Nalepy i Breakout’u, nadaje mu naprawdę niepowtarzalnego klimatu.

Głównym motywem tych podróży jest żal głównego bohatera po stracie bliskich mu osób i rozmowach urwanych w pół słowa. Świat wspomnień pozwala mu ożywić umarłych, jest próbą poradzenia sobie z własnym bólem oraz „oswojenia” przemijania. Szczególnie wymowna zdaje się być scena,
w której reżyser rozmawia w szpitalu ze swoją starą, schorowaną matką. Udziela wówczas zdawkowych odpowiedzi, jest zniecierpliwiony i pogrążony we własnych myślach. Nie wie jeszcze, że jest to ich ostatnie spotkanie. Na swojej dalszej drodze spotyka lub wspomina różne postaci. Zderzenie z nimi lub ich wyobrażeniami jest okazją do wysłuchania rozmowy lub pojedynczych wypowiedzi, których zwykłość poraża. W tej zwykłości właśnie okazuje się być ukryta prawda o tym, za czym najbardziej tęsknimy, gdy ktoś odchodzi. W chorobie, śmierci i brzydocie skrywać się wydaje piękno, miłość i sens. Dzięki wspomnieniom bohater próbuje w pewnym sensie ożywić również samego siebie.

Próba cofnięcia czasu…
Fotos z filmu / Gutek Film / materiały dystrybutora

Z Łodzi Fabrycznej pociąg zabierze nas nad morze. W czasie tej podróży przysłuchamy się niezwykłym rozmowom, przyjrzymy drobnym radościom
i osobistym tragediom. Ukazani w filmie rodzice reżysera, ekspedientka, dróżniczka czy para staruszków w przedziale, targująca się o swoją miłość – wszyscy mają nietypowy udział w wydarzeniach, kilka słów
do wypowiedzenia niby mimochodem. Na ekranie zjawiają się nawet
sam Woland oraz Kot Behemot z Mistrza i Małgorzaty, przemawiający głosem Daniela Olbrychskiego. Dodatkowy wymiar filmowi nadaje fakt, że głosu postaciom udzieliła cała rzesza wspaniałych postaci, których nie ma już wśród nas. Autor zdążył nagrać ich praktycznie w ostatniej chwili. Są to m.in. Gustaw Holoubek, Andrzej Wajda, Janusz Kondratiuk, Irena Kwiatkowska, Tadeusz Nalepa, Tomasz Stańko i Krzysztof Kowalewski. Niektóre wypowiedzi pochodzą z prywatnych archiwów artystów.

Reżyser skłania nas do refleksji:

🖤 Jakie mamy sposoby na radzenie sobie ze stratami?
🖤 Czy pamięć jest w stanie przywrócić nam tych, którzy odeszli?
🖤 W jaki sposób przenika się ze sobą piękno, brzydota i brutalność życia?
🖤 Gdzie w zakamarkach codzienności skrywa się miłość?
🖤 Jak pielęgnować ją, nim będzie za późno?

Nie spodziewałam się, że aż tak warto było czekać na pierwszą wizytę
w kinie po ostatnim ich zamknięciu. Nie był to seans przystępny
ani przyjemny. Obserwowałam zniecierpliwionych widzów zbierających
się do wyjścia po dwudziestu minutach filmu, mnie samej początkowo
też nie było łatwo utrzymać uwagę. Na szczęście wszyscy pozostaliśmy
na miejscach, jakby przeczuwając, że mimo trudów – będzie warto. Dając prowadzić się tej pełnej emocji (zarówno w treści jak i formie) animacji, ufając wrażliwości reżysera i otwierając na kolejne sceny bez surowego oceniania ich, zyskujemy okazję, aby wyjść z przyciemnionej sali odrobinę bogatsi, pełni osobistych refleksji i być może oczyszczeni.
Przy akompaniamencie Hołdu Tadeusza Nalepy.

Na rauszu, Thomas Vitenberg, 2020

Kina nareszcie znów są otwarte. Z tej okazji przychodzę do Was z postem,
w którym chcę opowiedzieć o bardzo wartościowym filmie wchodzącym
właśnie przedpremierowo na ekrany. Ten duński komediodramat na pewno
nie pozostawi Was obojętnymi na przedstawione w nim wydarzenia,
a jego energiczny trailer przekona, że jest to istny seans-antidotum
na pandemiczną nudę. Jakim okaże się dla Was? Mam nadzieję,
że przekonacie się sami. Dla mnie „Na rauszu” to zdecydowanie najlepsza
produkcja z roku 2020, jaką widziałam. A hasło “komediodramat”
jest w jej przypadku wyjątkowo trafne…

Zacznijmy od tego, że pomysł na scenariusz jest genialny w swej prostocie, przez co bez większego trudu wchodzimy w świat bohaterów. Otóż rzecz
dzieje się pomiędzy czterema nauczycielami jednego z duńskich liceów.
Poznajemy ich, gdy akurat dokładają trudów, aby przygotować swoich uczniów do egzaminów końcowych. Do ekipy należą: historyk Martin (Mads Mikkelsen), nauczyciel wuefu Tommy (Thomas Bo Larsen), nauczyciel śpiewu Peter (Lars Ranthe) oraz psycholog Nikolaj (Magnus Millang).
Zespół jest zgrany i wyraźnie zabiega o naszą sympatię. Szybko zauważamy jednak, że mężczyźni znajdują się w dość nieciekawym dla siebie położeniu
i mierzą się z życiowymi ścianami. Zbudowane są one z różnych materiałów – od przesytu monotonią codzienności, przez trudności zawodowe, problemy w relacjach międzyludzkich, aż po coraz realniejszą wizję rozpadu małżeństwa i związaną z tym bezsilność. Wszyscy są widocznie zmęczeni typowymi rolami przypisanymi do męskiego świata. Na domiar złego
po piętach zaczyna im deptać nieuchronny proces przemijania. 

Gdzie w takim razie znajduje się ten radosny gwóźdź programu? Ano właśnie przed nami. Podczas jednego ze spotkań w swoim gronie, panowie żywo omawiają psychiatryczną koncepcję, która zakłada naturalne istnienie niedoboru alkoholu we krwi. Aby mu zapobiec i poprawić swoje funkcjonowanie – według hipotezy – należy regularnie  dostarczać alkohol
do krwioobiegu i utrzymywać go na poziomie 0,5 promila… Szczególnie interesujący dla naszych bohaterów jest jego rzekomo pozytywny wpływ
na psychikę. Wydaje się, że remedium na ich bolączki jest na wyciągnięcie ręki. Umawiają się na stosowanie tej metody w godzinach pracy. Uzbrojeni
w alkomaty i słuszne trunki przystępują do działania. Czyż to nie czyste poświęcenie w imię nauki?

Przyglądanie się tym działaniom jest naprawdę interesujące. Widzimy jak każdy członków coraz weselszej kompanii przeżywa swego rodzaju „górkę”
i o wiele lepiej radzi sobie z osobistymi problemami. A więc teoria sprawdziła się w praktyce! Niewielka, regularnie dostarczana dawka alkoholu pozwala im zapanować nad demonami codzienności. Obserwowanie naszego grona pedagogicznego pełnego radości i energii może podnosić na duchu, jednocześnie budząc dyskomfort w oczekiwaniu
na to, co przeczuwamy przecież, że nastąpi. Chciałoby się powiedzieć,
że śmiechom nie byłoby końca, gdyby nie  wymknięcie się projektu spod kontroli i krytyczne punkty, które każdy z bohaterów osiąga w innym
dla siebie momencie. Gdzie i w jakim stylu po rauszowych uniesieniach lądować będą panowie? Dowiecie się tego z seansu i ocenicie sami.

Właśnie trwa jedna z męskich rozmów o sprawach najważniejszych.
Fotos z filmu / Bestfilm / materiały dystrybutora

Gdy emocje już opadną, warto zadać sobie pytania:

🖤 Jak nazwać uczucia, których doświadczają bohaterowie?
🖤 W jaki bardziej zdrowy sposób mogli poradzić sobie ze swoimi problemami?
🖤 Jaki wpływ na otoczenie miało ich picie?
🖤 Czy i za co można ich winić? Czego można im współczuć?
🖤 Gdzie leżeć może cienka granica pomiędzy „normalnym” piciem
a uzależnieniem? W którym momencie ją przekroczyli?
🖤 Przez jakie etapy przechodzi osoba uzależniona od alkoholu i dokąd mogą one prowadzić?

Na część pytań warto odpowiedzieć sobie w oparciu o naukowe opracowania, ponieważ temat jest delikatny i rozległy. Sam film
w brawurowym stylu ukazuje nam studium przypadku alkoholizmu
oraz rządzące nim mechanizmy. Co prawda mamy tu do czynienia
ze znacznymi uproszczeniami, ale właśnie dzięki temu w przystępny sposób możemy zrozumieć podstępność nałogu i jego charakter. Nie brakuje w nim scen zarówno beztroskich jak i chwytających za gardło. Jeśli tylko będziecie mieli ochotę na pełen emocji i refleksji przejazd duńskim rollercoasterem – ruszajcie do kin. Nie zapomnijcie się dobrze bawić i mimo ryzyka – dać porwać gronu pedagogicznemu do ich szalonego tańca.

A jeśli jesteśmy przy tym temacie: w tym filmie będziecie mieli okazję obejrzeć taneczne popisy Madsa Mikkelsena.
Uwierzcie, że tego potrzebujecie, choć być może o to nie prosiliście.

„What a wonderful, wonderful life…”

Przykłady innych filmów o alkoholizmie:

Pętla (1957)
Kotka na gorącym, blaszanym dachu (1958)
Ćma barowa (1987)
Żółty szalik (2000)
Wszyscy jesteśmy Chrystusami (2006)
Dziennik zakrapiany rumem (2011)
Lot (2012)
Pod mocnym aniołem (2014)

Paterson, Jim Jarmusch, 2016

Przyznaję, że pisanie o tym filmie sprawia mi szczególną przyjemność, ponieważ należy on do grona moich ulubionych. Mimo wszystko postaram się zachować neutralność i przedstawić go w możliwie najbardziej przejrzysty sposób. 

Paradoksalnie, mój pierwszy seans Patersona nie należał do udanych. Byłam na nim z moją przyjaciółką we wspaniałym, lubelskim Kinie Bajka,
w samym środku mroźnej zimy roku 2016. Na sali było chłodno, kręciłam się w fotelu, co z pewnością miało wpływ na mój odbiór filmu… ale największy dyskomfort sprawiało mi to, co działo się na ekranie. Ostatecznie, wychodząc z kina – byłam po prostu wściekła i obrażona na lubianego wcześniej przeze mnie Jarmuscha. Mój ówczesny stan może poświadczyć moja towarzyszka, która przez całą drogę powrotną musiała słuchać, jak okropny był to film. Wszystko przez to, co działo się pomiędzy bohaterami filmu oraz czego ówczesna ja nie byłam w stanie przyjąć i zrozumieć. Potrzebowałam na to czasu i dwóch dodatkowych seansów.

Paterson (Adam Driver) jest kierowcą autobusu miejskiego w mieście Paterson w stanie New Jersey. Ciekawe zestawienie na sam początek… Wykonuje swoją pracę rzetelnie, jego życie ma stały rytm, zaś każdą wolną chwilę wykorzystuje na pisanie wierszy. Jest zatem artystą, ale nie przejawia swojej postawy. Poezja jest jego pasją, ale nie ma potrzeby wyjścia z nią do potencjalnych odbiorców. Woli pozostawić ją dla siebie i swojego niezwykle bogatego, wewnętrznego świata, o który być może na pierwszy rzut oka byśmy go nie posądzali. Do wyjęcia zeszytu z szuflady namawia go jego żona. Laura (Golshifteh Farahani), bo tak ma na imię, wydaje się być całkowitym przeciwieństwem Patersona – jako artystyczna dusza, codziennie ma inny pomysł na siebie i intensywnie szuka ujścia dla swojej kreatywności.
O swoich kolejnych dokonaniach (nie zawsze wysokich lotów) regularnie informuje Patersona, posługując się przy tym tekstami rodem
z motywacyjnych podręczników. Bardzo kocha swojego psa, którego Paterson darzy wątpliwą sympatią.

Komunikacja pomiędzy Patersonem a Laurą może sprawiać wrażenie dziwacznej. Oboje przebywają na swoich własnych orbitach – jego światem rządzą słowa (chociaż nie mówi zbyt wiele), jej rzeczywistość zdaje się być bardziej wizualna i zmysłowa. On swoją energię kieruje do wewnątrz, ona nie zmarnuje żadnej okazji, by uzewnętrznić swoje przeżycia i dać im materialny wyraz. Jego codzienność posiada ustalony rytm, ona poddaje się twórczym przypływom i odpływom. A jednak jest między nimi coś,
co pozwala im się ze sobą spotkać, zrozumieć oraz darzyć miłością
i szacunkiem. Szukać tego musimy między wierszami. Podczas seansu mamy do wykonania sporo pracy.

🖤 Czy Paterson i Laura faktycznie są swoimi przeciwieństwami?
🖤 Co ich dzieli, a co łączy?
🖤 Czym może być nieuchwytne „coś” zbliżające tych dwoje?
🖤 Wreszcie: czy ich związek należy do udanych?
🖤 Co w ogóle oznacza hasło „udany związek”?

Jarmusch poprzez powolne tempo swojego filmu, powtarzalność wydarzeń
i oszczędność w środkach stworzył specjalną przestrzeń tylko dla widza.
Wchodząc w nią, samodzielnie nadajemy sensy przedstawionym na ekranie wydarzeniom. Absolutnie żadnego rozwiązania nie mamy podanego na tacy. Takie w gruncie rzeczy są niemal wszystkie jego filmy, w których bardzo często porusza tematykę dziwności relacji międzyludzkich
i trudności w komunikowaniu się.

Kadr z filmu. Paterson jak niemal co wieczór udaje się do okolicznego baru.

Dodatkowe smaczki nadają wątki poboczne i wyraziste postacie drugoplanowe. Zderzenie z każdą z nich zmusza Patersona do podejmowania działań oraz ponad wszystko – daje mu inspiracje do tworzenia. Jarmusch stworzył swoim obrazem swoistą pochwałę codzienności, zwykłości życiowych punktów odniesienia oraz ich różnorodnej kolorystyki.
Żadna z przedstawionych tu płaszczyzn w międzyludzkich relacjach nie jest czarno-biała. Podpowiada, że inspirujące może być nawet pudełko zapałek (tematyka jednego z wierszy Patersona), a do szczęścia być może nie potrzebujemy wielkich wydarzeń.

Niewątpliwie jest to film piękny w swej prostocie i jednocześnie niełatwy
w odbiorze. Warto sprawdzić co wydarzy się w nas zarówno w czasie seansu jak i po nim. Sama na własnej skórze doświadczyłam tego, jak odbiór filmów zmienia się wraz z upływem czasu. Jeśli zdecydujecie się na pierwszy lub powtórny seans – życzę ciekawych doświadczeń i przemyśleń!


Do posłuchania – jeden z utworów ze ścieżki dźwiękowej.

Historia małżeńska, Noah Baumbach, 2019

Ona według niego jest wspaniałą matką ich syna, wspierającą żoną, radosnym wulkanem kreatywności. On w jej oczach jest niestrudzonym ojcem, wyrozumiałym partnerem, błyskotliwym kompanem rozmów. Podziwiają siebie nawzajem i darzą szacunkiem zarówno na polu zawodowym jak i rodzinnym. Słuchamy jak z czułością opowiadają
o drobnostkach wspólnej codzienności, takich jak (nie)domykanie szafek, otwieranie słoików czy poranne budzenie ich syna. Już po chwili czujemy,
że kochają się i znają jak łyse konie. Być może nawet zazdrościmy siły uczuć, jaka ich łączy oraz prostolinijności z jaką o nich mówią. Sęk w tym,
że właśnie jesteśmy świadkami ich pierwszej sesji przygotowującej
do rozwodu.

W takim wypadku: co tu do cholery nie gra?

Charlie (Adam Driver) jest reżyserem teatralnym, zaś Nicole (Scarlett Johansson) jego żoną i muzą. Są małżeństwem z dziesięcioletnim stażem
i partnerami w życiu zawodowym. Oboje kochają swoją pracę, są ambitni
i pragną się realizować. Oboje mają też skłonność do rywalizacji. Nicole ma ogromny żal do męża i samej siebie o to, że nie czuje się w małżeństwie oraz ich wspólnej twórczości autonomiczną jednostką. Gdy pojawiają się nowe możliwości rozwoju karier, ich wizje świata zaczynają się od siebie coraz bardziej różnić, w wyniku czego decydują się na separację a następnie rozwód. Nie mają jeszcze pojęcia, jaki czeka ich proces oraz ile będzie ich on kosztował… Mają jeden wspólny cel: uwolnić się od życia, które budowali latami. Od życia, w którym się spełniali i jednocześnie wyczerpali. Wygląda na to, że „ja” każdego z małżonków rozpaczliwie domaga się uwagi i nie spocznie, dopóki się w pełni nie zrealizuje.

Reżyser filmu zadbał, by jego postacie były pełnokrwiste i wielowymiarowe, trudne do jednoznacznej oceny. Niełatwo jest nam bez wątpliwości stwierdzić: „to jego wina”, „to wszystko przez nią”. Jesteśmy z nimi blisko, na przemian im kibicując i stukając się w głowę podczas obserwacji ich kolejnych poczynań. Obserwujemy z bliska ewolucję/rozpad ich relacji oraz niszczycielską siłę, jaką jest rozwód.

Kadr z filmu. „Bliscy i oddaleni.”

Reżyser nakłania nas do refleksji:

🖤 Czy tej relacji na pewno nie dało się uratować?
🖤Dlaczego tak często ucieczka od siebie zdaje się być jedynym rozwiązaniem?
🖤 Co kosztuje więcej: rozstanie czy trud związany z próbą naprawienia związku?
🖤 Jaką rolę w tym wszystkim odgrywają adwokaci i sędziowie, a gdzie jest miejsce na ludzkie emocje i uczucia?
🖤 Warto zwrócić uwagę na zachowanie chłopca oraz potrzeby, jakie mniej lub bardziej pośrednio komunikuje rodzicom.


Na szczęście film nie należy do gatunku moralizatorskich tyrad o sensie życia współczesnego człowieka. Z pewnością taki ma rys, ale nie ambicje.
W czasie seansu istnieje szansa na uronienie łzy oraz na szczery (u)śmiech. Popisowe role Scarlett Johansson, Adama Drivera i nagrodzonej Oscarem za najlepszą kobiecą rolę drugoplanową Laury Dern uczynią ten słodko-gorzki seans niepowtarzalnym i przy poświęceniu mu odrobiny serca – niezapomnianym.

Do posłuchania i obejrzenia. Koniecznie!

Małe kobietki, Greta Gerwig, 2019

Dzisiaj parę słów o filmie z dojrzewającą kobiecością w roli głównej. Greta Gerwig, która sama w sobie jest kobietą instytucją – barwną, wszechstronnie utalentowaną i ekscentryczną, stworzyła swoją własną wizję powieści autorstwa Louis May Alcott, wydanej w roku 1875. Jest to jedna z licznych jej ekranizacji, zarówno filmowych jak i serialowych. Jak sprawdza się najnowsza?

W początkowej scenie obserwujemy młodą kobietę, która pełna nadziei
i obaw przychodzi do wydawcy ze swoją debiutancką powieścią. To Jo March (Saoirse Ronan) – początkująca pisarka, niepokorna, pełna energii
i szalonych pomysłów. Starszy pan za biurkiem z cygarem w ustach oświadcza, że główna bohaterka pisanej przez nią powieści “Powinna wyjść za mąż, albo umrzeć. Jedno z dwojga.” Dość wymownie. Przypomnijmy,
że akcja powieści dzieje się latach sześćdziesiątych XIX wieku. Zarówno przed Jo jak i przed jej trzema siostrami Amy, Meg oraz Beth (Florence Pugh, Emma Watson, Eliza Scanlen) stoi wyzwanie związane z poszukiwaniem swojej tożsamości oraz miejsca w nieprzyjaznym dla kobiet świecie.

Gdy wszystkie siostry są razem, towarzyszy im niesamowity gwar
i pozytywna energia, zawstydzająca płeć przeciwną. Każda z nich jest inna. Energiczna Jo doskonali się w pisaniu, nieco rozpieszczona Amy maluje, stateczna Meg ma serce pełne nadziei na spotkanie miłości, zaś nieśmiała Beth posiada talent muzyczny. Każda z nich pielęgnuje swój własny świat, stara się realizować i walczy o marzenia. Mimo wszystko trudno jest się im wyzbyć przekonania, że to mężczyźni rozdają karty, co podkopuje ich wiarę we własne możliwości. Ciotka March (Meryl Streep) nieustannie strofuje młode damy, że powinny dobrze wyjść za mąż… Wokół sióstr niczym satelita krąży młody, bogaty i samotny Laurie (Timothée Chalamet), wprowadzający w ich życie tyle radości, co zamętu. Czuwa nad nimi dzielna ponad możliwości mama – w tej roli silna z założenia w swoich kreacjach Laura Dern.

Kadr z filmu. Tyle ciepła…


W czasie trwania filmu obserwujemy nasze kobietki na różnych etapach dojrzewania. W ich życiu dzieje się bardzo dużo, dzięki czemu możemy zadać same sobie wiele pytań o istotę kobiecości i dojrzewania w niej…

🖤 Czy pragnienie wolności i niezależności może iść w parze z potrzebą kochania i bycia kochaną?

🖤 Jak ochronić swoje artystyczne dusze w świecie, który od nas wiele wymaga?

🖤 Dlaczego odkładamy uczucia na później?


🖤 Dlaczego na później odkładamy realizowanie swoich marzeń i czasem
z nich rezygnujemy?

I wiele, wiele innych… w tym filmie możemy poprzyglądać się z bliska kobiecym duszom. I kobiecym pierwiastkom w nas.

Do posłuchania.

Czym jest filmoterapia?

A więc od początku: czym jest filmoterapia i po co to komu?

Filmoterapia jest jedną z form arteterapii, a więc terapii za pomocą sztuki. 

Sama arteterapia jest formą działania psychoterapeutycznego, które ma na celu poprawienie jakości życia jej odbiorcy oraz zwiększenie jego świadomości na temat samego siebie i  otaczającego go świata.
Filmoterapia może zatem służyć szeroko pojętemu rozwojowi. 

Film jest jedną z dziedzin sztuki i jednocześnie skupia w sobie niczym soczewka wiele innych, starszych od siebie i pokrewnych mu. Mowa tu m.in. o literaturze, malarstwie czy muzyce, które w filmie wzajemnie się uzupełniają i tworzą wspólnie nową, niepowtarzalną całość. Jak łatwo wykalkulować, mają też dzięki temu większą siłę oddziaływania, niż działając w pojedynkę. Jednocześnie widzimy, słyszymy, zgłębiamy umysłem filmowe wydarzenia.

Na niektórych seansach ziewamy i trudno nam dobrnąć choćby do ich połowy. Na innych śmiejemy się, wzruszamy, jesteśmy poirytowani czy drżymy z przerażenia. Znacie ten moment, gdy wychodzicie z kina
z konkretnym uczuciem? To właśnie wtedy działa jego magia – przed chwilą ekranowe wydarzenia dotknęły naszych emocji. Film jest bezpieczną przestrzenią, w których możemy spotkać się ze samymi sobą i tym, co się
w nas dzieje.

A więc co się w nas stało w czasie oglądania filmu? Tutaj z pomocą przychodzi filmoterapia, która dzięki omówieniu filmu i refleksji nad nim, pomaga m.in.:

❤ zbudować w widzu świadomość tego, co zobaczył na ekranie

❤ zrozumieć i zaakceptować emocje, jakie wzbudziły w nim filmowe wydarzenia

❤ przenieść odkryte wartości do własnego życia lub odrzucić poszczególne postawy

Mogłabym Wam opowiadać jeszcze o tym, że filmoterapia może pełnić funkcje kulturotwórcze, rozwojowe, wychowawcze, usprawniające komunikację, rozwijające ekspresję, że może działać aktywizująco bądź relaksacyjnie… Jak najbardziej!


Wszystko zależy od odpowiednio dobranego repertuaru.
O jej sile najlepiej jest się jednak przekonać na własnej skórze.