Powodzenia, Leo Grande; Sophie Hyde; 2022

Na „Powodzenia, Leo Grande” wybrałam się nie widząc o nim zbyt wiele. Prawdę mówiąc, tego dnia miałam ochotę na lekki, niewymagający szczególnej refleksji seans. Po przeczytaniu opisu filmu spodziewałam się raczej kolejnej romantycznej komedii omyłek o erotycznym zabarwieniu. Jedynie postać pełnej klasy i gracji Emmy Thompson sugerowała mi, że może się tutaj wydarzyć o wiele więcej. Nie myliłam się.

Zacznijmy więc właśnie od niej. Graną przez Emmę Thompson Nancy Strokes poznajemy, gdy pełna niepewności poprawia swój wygląd w hotelowym pokoju. Ma na sobie elegancką garsonkę, jej twarz okalają siwe pasma włosów. Wyraźnie czujemy, że jest pełna niepokoju, co zdradzają nerwowe ruchy i wypowiadane do samej siebie półsłówka. Trudno się dziwić jej niepewności – to jej pierwsze w życiu spotkanie z o wiele młodszym od siebie pracownikiem seksualnym, z którym umówiła się przez internet.
Co doprowadziło Nancy do podjęcia takiej decyzji?

Forum Film/materiały dystrybutora

Nancy przed emeryturą pracowała jako szkolna katechetka, swoje życie poświęciła rodzinie i wychowaniu dzieci, z którymi ma aktualnie dość napięte stosunki. Jej nieżyjący od dwóch lat mąż nie należał do czułych kochanków, ich seks Nancy wspomina jako mechaniczną czynność ukierunkowaną na satysfakcję tylko jednej ze stron. Tymczasem w kobiecie latami narastało poczucie niespełnienia i niechęć do wykonywania „małżeńskiego obowiązku”. Jednocześnie dojrzewała w niej ciekawość
i pragnienie zaznania prawdziwych uniesień, wzajemnego pożądania i osiągnięcia orgazmu – Nancy nie doświadczyła go
w swoim życiu ani razu, nawet sama ze sobą. Jest świadoma swojego stłumienia i zdeterminowana, by to zmienić. Wiara w to, że seks musi mieć jakiś inny, o wiele przyjemniejszy wymiar i pragnienie zrealizowania trzymanych dotąd na wodzy erotycznych fantazji zaprowadziły ją w czułe objęcia Leo.

Nareszcie zjawia się i on – młodszy o kilka dekad, z wyrzeźbionym ciałem, spokojny
i pewny siebie. O Leo (Daryl McCormack) początkowo nie wiemy nic więcej oprócz tego, że jest specjalistą w swoim fachu i czerpie z niego wiele radości. To nie on ma być bohaterem spotkań – cała uwaga ma skupić się na Nancy
i jej niezaspokojonych pragnieniach. Nasza bohaterka chyba nie mogła trafić lepiej. Leo naprawdę lubi to, co robi. Jest pełnym empatii rozmówcą
i kochankiem wyczulonym na potrzeby drugiej strony. Dobrze wie, jak ważna w seksie jest komunikacja, poczucie bezpieczeństwa i intymna atmosfera. Gra wstępna w jego wykonaniu zaczyna się od najdrobniejszych gestów
i rozmowy, w czasie której stara się budować poczucie bliskości i otworzyć Nancy na realizację swoich pragnień. Mimo starań Leo, Nancy targają wszelkie wątpliwości: wstyd związany ze swoim wiekiem, poszukiwaniem bliskości, starzejącym się ciałem oraz poczucie winy związane z konserwatywnym dotąd stylem życia. Zatem przejście do rzeczy – mimo najlepszych chęci obu stron – wcale nie będzie takie łatwe…

Zanim to się stanie Nancy będzie musiała stawić czoła całej lawinie tłumionych dotąd impulsów i uczuć, a z drugiej strony – kompleksów oraz przekonań o sobie samej. Będzie zmuszona zadać sobie pytania: czy to naprawdę ja, czy rzeczywiście właśnie tego pragnę, czy zasługuję na przyjemność? My za to będziemy świadkami jej przemiany w doświadczaniu siebie i swojego ciała. Leo również da się nam poznać lepiej. Interesujących wątków jest tu naprawdę wiele, podsuwam kilka z nich.

💗 Lęk przed wcieleniem fantazji seksualnych w rzeczywistość – skąd się on bierze u Nancy?
💗 W jaki sposób kobieta postrzega swoje ciało? W jaki sposób dokonuje się przemiana?
💗 Jakie kolejne przekonania o sobie i swojej seksualności z pomocą Leo przełamuje Nancy?
💗 Granice prywatności pracowników seksualnych – czy Nancy zawsze była w porządku wobec Leo?
💗 Rzeczywistość pracowników seksualnych i związane z nią trudy.
💗 Upływ czasu a seksualność – dlaczego seks osób starszych wciąż jest tematem tabu?
💗 Przyjemność i wstyd – dlaczego są tak mocno ze sobą związane?
💗 Zdrowa wizja seksu – jaka jest w Twoim odczuciu?

„Powodzenia, Leo Grande” dość niepozorny, a bardzo ważny film o kobiecych potrzebach seksualnych i odwadze do sięgania po ich zaspokojenie. Sam seans jest pełen ciepła i poczucia humoru. Intymna relacja bohaterów pokazuje, jak ważna i ogromna potrafi być radość czerpana ze wzajemnego zaufania i bliskości. Reżyserka filmu podkreśla również istotę zaufania do samych siebie i przyjemności czerpanej
z doświadczania własnego ciała. „Powodzenia, Leo Grande” to opowieść
o dążeniu do emocjonalnego i cielesnego porozumienia, kobiecej samoakceptacji i uwalnianiu się z ograniczających przekonań na temat siebie i seksu. Cielesna i werbalna komunikacja pomiędzy dwojgiem ludzi, bliskość i intymna atmosfera zdają się czasem mieć większe znaczenie, niż stawiany ponad wszystkie inne doznania orgazm.

Drive my car, Ryûsuke Hamaguchi, 2021

I będziemy żyli, wujaszku kochany. Przeżyjemy długi, długi szereg dni,
wlokących się wieczorów; cierpliwie zniesiemy doświadczenia, jakie
nam los ześle.

Anton Czechow, Wujaszek Wania

Szukając inspiracji i odpowiednich słów na rozpoczęcie, postanowiłam kolejny raz obejrzeć trailer filmu. Tam natknęłam się na komentarz: „Nie pamiętam, kiedy jakiś film ruszył mnie tak, jak ten”. Inne głosy zarzucają mu zbyt powolne tempo, za długi czas trwania i zwyczajnie – nudę. Czy ktoś
w tym układzie ma rację? Niezmiennie fascynuje mnie, jak różnie odbieramy filmy i jak wiele czynników może na to wpływać – jak chociażby zmęczenie po całym dniu pracy czy po prostu gorszy czas w oczekiwaniu na wiosnę.
Ja wybrałam się na Drive my car bez szczególnego przygotowania i lekko uprzedzona do aż trzygodzinnego seansu. Czy mimo tego bohaterom udało się do mnie dotrzeć?

Yûsuke (Hidetoshi Nishijima) i Oto (Reika Krishima) są małżeństwem. Już pierwsza scena filmu, kręcona w półmroku sypialni, nakreśla nam pejzaż ich świata, który przepełniony jest intymnością, twórczością i wzajemnym zaufaniem. On jest reżyserem teatralnym, ona telewizyjną scenarzystką. Oprócz wspólnego domu i małżeńskiej relacji, posiadają silną nić porozumienia również na gruncie zawodowym. Są dla siebie wzajemnym wsparciem i inspiracją. Yûsuke właśnie przygotowuje się do adaptacji Wujaszka Wani, autorstwa Antoniego Czechowa, w której z resztą sam gra tytułową rolę. Aby lepiej zapamiętać kwestie, codziennie słucha w swoim samochodzie nagrań przygotowanych przez Oto. Jeśli chodzi o jej twórczość
i to, jak budzą się do życia jej historie – Oto towarzyszy ciekawa przypadłość, którą można obserwować już w pierwszej, wspomnianej przeze mnie scenie…

Yûsuke/Gutek Film

Niestety małżeńską więź tych dwojga przerywa niespodziewana śmierć Oto. Yûsuke, aby poradzić sobie z tą stratą, wyjeżdża do Hiroszimy i rzuca się
w wir pracy. Rezygnuje przy tym z roli Wujaszka Wani (zgodnie z Czechowem: zgorzkniałego i zawiedzionego życiem) i pozostaje jedynie reżyserem sztuki. Adaptacja jest niezwykła, gdyż każdy z aktorów wypowiada swoje kwestie w innym języku. Festiwal, na którym wystawiony ma zostać spektakl, ku frustracji Yûsuke, zmusza go do korzystania z usług młodej kierowczyni, nie pozwalając mu na samodzielne prowadzenie swojego samochodu. Misaki (Tôko Miura) w milczący i solidny sposób wykonuje swoje obowiązki. Czy Yûsuke będzie w stanie jej zaufać i oddać kierownicę swojego samochodu w jej ręce? Co kryje się za ich wspólnym milczeniem w czasie podróży po Hiroszimie?

Yûsuke i Misaki. Nie jest łatwo.
Gutek Film

Wraz z rozwojem fabuły poznajemy niezwykły, psychologiczny portret Oto. Na światło dzienne wychodzą również ich skrywane, małżeńskie tajemnice. Możemy przyjrzeć się z bliska rysom na relacji tej pary i kompromisom,
na które każde z nich musiało przystawać. Tymczasem Yûsuke, konfrontowany z milczącym spokojem Misaki, coraz to nowymi osobami
z teatralnej załogi oraz z samym tekstem Czechowa – zaczyna wpuszczać
do swojego życia nowe spojrzenia na rzeczywistość.

Warto przyjrzeć się z bliska naprawdę wielu aspektom filmu.

🌿 W jaki sposób Yûsuke radzi sobie ze stratą, jak wyraża emocje?
🌿 Oto i jej głębia – czy Yûsuke miał szansę poznać ją tak, jak tego pragnął?
🌿 Jego relacja z Misaki – na czym polega?
🌿 Samochód prowadzony przez Misaki – jakim jest miejscem dla bohaterów?
🌿 Postaci drugoplanowe – co dzięki nim może zrozumieć Yûsuke?
🌿 Samotności bohaterów – jakie przybierają postaci?
🌿 Jak rola Wujaszka Wani koresponduje z życiem Yûsuke?
🌿 Ostateczny wydźwięk filmu – czy to wszystko w Twoim odczuciu ma sens? Jakie myśli i nastrój Ci towarzyszą? Którzy bohaterowie stali Ci się bliscy? Dlaczego?

Gutek Film

Czegokolwiek bym nie napisała, ten film musicie zobaczyć sami. Myślę,
że jeśli trafi w odpowiedni czas w życiu widza, a przynajmniej dobry dzień
na jego odbiór – z otwartością głowy i serca oraz wygodnym fotelem – ma szansę rozgościć się w jego pamięci na długo i zrobić wiele dobrego. Tak było w moim przypadku. Dla mnie Drive my car to przynoszący ukojenie film
o zmaganiu się z trudami życia i znajdowaniu w nich piękna, uwalnianiu się
z ograniczających schematów. Nie mogę nie wspomnieć o pokazanym
z niebywałą delikatnością procesie nawiązywania relacji przez kruchych bohaterów oraz ich stopniowego rozwoju. Jakby nie było – jest to również
w pewnym sensie film drogi. Jest przepełniony subtelnymi emocjami i jak zwykle: to, co w nim zobaczymy będzie zależało od naszych własnych doświadczeń. Jeśli jeszcze nie teraz, być może seans Drive my car okaże się bardziej udany za kilka lat. To jeden z tych filmów, który ma wyjątkowy potencjał dojrzewania wraz z widzem. Ja nie mogę się doczekać kolejnego seansu. Sprawdźcie sami, ten Oscar to tylko wisienka na torcie.

Gutek Film

C’mon C’mon, Mike Mills, 2022

Tak powinna wyglądać komunikacja z dziećmi. Podczas tego filmu myślałam
o dzieciach z mojej rodziny.”

„Po wyjściu z sali miałam ochotę przytulać innych ludzi.”

To cytaty osób, z którymi rozmawiałam o tym filmie. Ja sama, przyznam szczerze, że siadając do napisania tego posta, nie mam pojęcia, co z niego powstanie. Nie wiem, gdzie zaniosą mnie moje własne odczucia na temat seansu. To właśnie wydaje mi się być w C’mon C’mon najbardziej magiczne. Rozmawiałam na jego temat z wieloma osobami i wszyscy mówią jednym głosem: to zachwycający, poruszający obraz. Jest jednak jedno ale – każda
z nich odebrała opowiedzianą historię nieco inaczej i ma na jej temat inne przemyślenia.
Różnie postrzegają bohaterów, opuszczają kinową salę
w odmiennych stanach: jedni chcą przytulać potrzebujące tego osoby, drudzy sami potrzebują zostać przytuleni. Podczas napisów ocierają łzy,
lub uśmiechają się. Dlatego właśnie tak trudno jest mi się z C’mon C’mon zmierzyć. To jeden z tych filmów-luster, w których odbijamy samych siebie
i swoje doświadczenia wyjątkowo mocno.

No, dalej! Podejmuję wyzwanie!

Zacznijmy od nakreślenia „tu i teraz”. Johnny (Joaquin Phoenix) jest dziennikarzem radiowym. Przemierza Stany w poszukiwaniu flagowych dla siebie materiałów. Są nimi rozmowy z dziećmi. W czasie tych konwersacji Johnny zadaje im ważne pytania. Są związane głównie z sensem życia, wizją przyszłości własnej i świata oraz roli międzyludzkich relacji. Jest świetny
w tym co robi i mimo zmęczenia tułaczką po pustych, hotelowych pokojach – czujemy, że kocha to zajęcie. Wydaje się też niestety, że jest ono wszystkim, co ma.

Wir pracy Johnnego przerywa telefon od jego siostry. Oboje nie są
w szczególnie dobrych relacjach, ale Viv (Gaby Hoffmann) po prostu potrzebuje pomocy. Jej mąż, artysta, aktualnie przebywa w innym mieście
i doświadcza dość gwałtownych problemów natury psychicznej. Viv planuje do niego pojechać, aby udzielić mu wsparcia. Nie ma jednak z kim zostawić ich wspólnego syna, Jesse’ego (Woody Norman). Sprawa jest więc prosta: Johnny ma zaopiekować się w tym czasie Jesse’m.

Joaquin Phoenix, Woody Norman
Fotos z fimu / Gutek Film / materiały dystrybutora

Jaki jest Jesse? Jego mama mówi o nim, że dziwny. Nie jest jednak tym zaniepokojona – bardzo go kocha i pozwala wyrażać siebie na wszelkie sposoby. On sam, jako chłopiec nad wyraz dojrzały na swój wiek, jest swojej dziwności świadomy. Jesse pierwszą pobudkę urządza Johnnemu włączając bardzo głośno klasyczną muzykę. Opowiada o niesamowitych, grzybnych konstrukcjach, jakimi porozumiewają się ze sobą drzewa. Nie lubi, gdy cokolwiek jest zrobione czy powiedziane w „należyty” sposób. Tak, to niezwykły chłopiec. Obdarzony niebywałą inteligencją, wrażliwością
i poczuciem humoru.

Woody Norman, Joaquin Phoenix
Fotos z fimu / Gutek Film / materiały dystrybutora

Johnny ma duże doświadczenie w pracy z dziećmi i na pierwszy rzut oka Jesse nie jest dla niego szczególnym wyzwaniem. Czy aby na pewno?

💙 Przed jakimi wyzwaniami postawi go siostrzeniec?
💙 Skąd może wynikać potrzeba chłopca do stawiania mu wyzwań?
💙 Rodzice Jesse’go – jakie stwarzają mu warunki do rozwoju? Jaki obraz świata buduje sobie przy nich chłopiec?
💙 Jesse w relacje z Johnnym – jak wygląda ich komunikacja?
💙 Czego uczą siebie nazwajem?
💙 Co Jesse obudził w Johnnym?
💙 Czy są do siebie podobni?
💙 Czy dorosły=dojrzały? Czego oczekiwał w tej kwestii Jesse?
💙 Przede wszystkim: jak poszczególne sceny działają na WAS? Dlaczego akurat te?

C’mon C’mon to film o dzieciństwie. Nie mniej, niż o dorosłości. To film
o zaufaniu. I o tym, jak łatwo je stracić, gdy zrani się małą, delikatną istotę. To również film o porozumieniu bez względu na wiek. Oraz o tym, jak czasem trudno je nawiązać, gdy zapomniało się o dziecku wewnątrz nas.
To film o mierzeniu się ze sprawami, na które nie jesteśmy gotowi.
Oraz o gotowości, jaką zyskujemy z czasem. To film o wyrażaniu emocji.
O rozpaczy. Beztrosce. Miłości. Radości. Bezradności. Gniewie.
Również
o tym, co bardzo trudno jest wyrazić, nawet będąc w bliskiej relacji. To film
o tym, że na wszystko potrzebujemy czasu. I że musimy pchać nasze życie
i wartościowe relacje do przodu. To film o tym, że emocje i relacje to tak naprawdę wszystko, co mamy.

Tak naprawdę, każda i każdy z Was zobaczy w tym filmie co innego. To jest jego ogromna siła i piękno. Niezależnie od tego, czy C’mon C’mon rozgrzeje Wasze serca i doda otuchy, czy sprawi, że w czasie seansu po Waszych policzkach spłyną łzy – uwierzcie, że warto. Jest to film na wskroś nowoczesny, zarówno w formie jak i treści. Powiedziałabym nawet, że swoją odwagą w mówieniu o emocjach i tym, jak ważne są dla nas relacje z innymi ludźmi – burzy pewien przyjęty, szkodliwy porządek. Porządek, który emocje spycha na drugi plan i traktuje jako źródło problemów
i nieporozumień. Ten sam, który chłopcom zakazuje płakać,
a dziewczynkom ciskać pioruny gniewu. Bohaterowie filmu udowadniają,
że skutecznie porozumieć możemy się jedynie wtedy, gdy będziemy wyrażać emocje we wszystkich właściwych dla nas odcieniach. Oraz, że istnieją sposoby na to, aby robić to w bezpieczny sposób.

Idźcie do kin!

The Hand of God, Paolo Sorrentino, 2021

Zgodnie z tym, co sugeruje cytat, The Hand of God to film w dużej mierze autobiograficzny. Reżyser znany dotąd z filmów takich jak Wielkie Piękno czy Młodość nie stroni od ważnych tematów i pytań o sens życia. Robi to zazwyczaj w ekscentryczno-majestatycznym stylu, skupiając się na wizualnym pięknie i chwytliwej, tanecznej muzyce. Tym razem Sorrentino schodzi mocniej na ziemię i dość realistycznie pokazuje nam czasy swojego dorastania. Przenosimy się do Neapolu z lat 80-tych, by poznać pewną nietuzinkową rodzinę i nastoletniego chłopca o imieniu Fabietto.

Rodzina Schisa to prawdziwa wybuchowa mieszanka charakterów i esencja włoskiego temperamentu: rodzice obdarzeni ciężkim poczuciem humoru (prym w niestosownych żartach i żonglowaniu pomarańczami wiedzie mama), brat próbujący zostać aktorem, cała rzesza ekscentrycznych wujków i cioć nie żałujących sobie okazji do dramatycznych awantur. Krążący wokół wianuszek okolicznych dziwaków dodaje całej scenerii specyficznego klimatu i komizmu z prawdziwego zdarzenia. Wśród nich swoje miejsce próbuje znaleźć Fabietto, rozważny i wrażliwy na piękno miłośnik filozofii oraz piłki nożnej. Poznajemy go w momencie, gdy okoliczny klub Napoli bierze pod uwagę wcielenie w swoje szeregi argentyńskiego piłkarza – Diego Maradony, idola Fabietto. Piłkarz już wtedy owiany był legendarną sławą. W temacie jego bramki strzelonej ręką nie zabraknie intensywnych emocji.

Fotos z filmu/Gianni Fiorito/Netflix

Miłość do piłki nożnej przeplata się z innymi namiętnościami Fabietto. Wśród nich są m.in. dziewczyny i dojrzałe kobiety, muzyka, kino oraz różne modele męskości – wśród nich chłopak szuka dla siebie drogowskazów odnośnie własnego Ja. Dość beztroskie jeszcze poszukiwania przerywa tragedia, która bezpowrotnie ucisza gromkie śmiechy w jego rodzinnym domu. Ból, z jakim mierzy się chłopak, przytłacza go. Nie radząc sobie ze stratą i towarzyszącymi jej emocjami pogrąża się w pełnych goryczy negatywnych wizjach świata i swojej przyszłości, nadając im filozoficzny charakter. Nagle staje przed nim ogromne wyzwanie – musi szybko dojrzeć
i stanąć do walki o to, czego pragnie. Na szczęście nie jest w tym wszystkim całkiem sam.

Przekrój emocji na ekranie jest naprawdę szeroki, warto więc się na chwilę nad nimi zatrzymać i zastanowić:

💙 Co Fabietto otrzymał od rodziców, co mu przekazali?
💙 W jaki sposób rodzina radzi sobie z trudnościami? Jacy są dla siebie?
💙 Śmiech przez łzy – czy ta metoda ma rację bytu?
💙 Co sprawia chłopakowi autentyczną radość? Co go smuci?
💙 Jak wiele różnych twarzy posiadają bliscy głównego bohatera? W jaki sposób nazwać każdą z nich?
💙 Postacie drugoplanowe – co wniosły do życia Fabietto?
💙 Ból po stracie, który przeżywa Fabietto – co tak naprawdę mógł czuć?
Co faktycznie utracił?
💙 Punkty zwrotne w życiu chłopaka – kiedy miały miejsce?
💙 Jak może wyglądać jego przyszłość?

Fotos z filmu/Netflix

Ten film jest słoneczną podróżą do Neapolu – pełną ciepła i goryczy, radości
i głębokiego smutku. Te trudne połączenia sprawiają, że jest on jeszcze bardziej bliski pradziwemu życiu. Rodzina Schisa potrafi śmiać się przez łzy i celnie przebijać niemal każdą bańkę trudnego do wytrzymania napięcia. Jeśli szukacie filmu, w czasie którego westchniecie: „Ach, takie jest życie!”,
a być może po seansie poczujecie iskierkę nadziei – The Hand of God czeka na Was. Fakt, że jest to film bardzo osobisty dla reżysera nadaje całości dodatkowego realizmu. A może film kompetnie Was odrzuci? Jest i taka możliwość. W każdym razie – do Neapolu warto zajrzeć szczególnie teraz, chociażby po to, by na chwilę uciec od otaczającej nas zimy i posłuchać szumu morskich fal. Oraz by sprawdzić, jak i kiedy działać może Ręka Boga.

Prosto z sountracku.

Moje wspaniałe życie, Łukasz Grzegorzek, 2021

Jestem z natury małomówny, mam problem z wyrażaniem emocji.
Może właśnie dlatego wziąłem się za kino?
Łukasz Grzegorzek

Ma na imię Joanna (Agata Buzek, z myślą o której reżyser napisał postać),
ale wszyscy mówią do niej „Jo”. Jest nauczycielką angielskiego w jednym
z liceów w małym miasteczku. Uczy go tak, że będąc w jej klasie, klimat prowadzonych przez nią lekcji pozostałby z Wami na lata – na czele z jej charyzmą i brytyjskim akcentem. Jo jest fajna. Świetnie się ubiera, z dumą nosi siwe włosy, więc widocznie jest na bieżąco ze światowymi trendami.
To prawdziwa kobieta – instytucja. Jest jednym z głównych filarów swojej wielopokoleniowej rodziny, gdzie większość rzeczy spoczywa na jej głowie.

Grunt to rodzinka.
fotos z filmu / Gutek Film / materiały prasowe dystrubutora

A ma tego sporo. Swoje JA dzieli na kilka różnych ról. Jest córką – zajmuje się się swoją cierpiącą na demencję mamą. Żoną – jej mąż, Witek
(w tej roli Jacek Braciak) jest dyrektorem liceum i naprawdę równym facetem. Polubicie go. Układa im się poprawnie – tak, jak to wygląda często |w małżeństwie ze sporym stażem i całym domem na głowie. Trudno się doszukać pomiędzy nimi namiętności. Bohaterka jest też matką dwóch synów – jeden z nich nadal mieszka w rodzinnym domu z razem ze swoją żoną i kilkumiesięcznym dzieckiem, drugi jest dość tajemniczym nastolatkiem o nietypowych zainteresowaniach. Jak widać, Jo zdążyła nawet zostać teściową i babcią. Warto zaznaczyć, że jej synowa jest raczej wredna
i roszczeniowa. Ten chaotyczny opis w pewnym sensie oddaje natłok obowiązków Jo oraz gwarny charakter jej codzienności. Wszystkie te społeczne role widocznie jej ciążą, chociaż zazwyczaj podchodzi do nich
ze stoickim spokojem. Swoją energię i uwagę dzieli na wszystkich najsprawiedliwiej, jak może. Ze wszystkich ról wywiązuje się jak wzorowa uczennica, a i tak w większości przypadków – to za mało. Każdy
z domowników oczekuje od niej więcej: uwagi, nieomylności, troskliwości, zaradności. Lista oczekiwań jest długa, ale nikt nie pyta Jo, jak ona się z tym wszystkim czuje. Ona sama ma wysokie poczucie odpowiedzialności za swoje obowiązki i bliskich. W taki sposób działa wiele rodzin i trudno się temu dziwić. Sęk w tym, że na powyższym wizerunku świętej Matki Polki istnieje jedna rysa. Jo jest także kochanką. Od jakiegoś czasu spotyka się z Maćkiem (Adam Woronowicz), jednym z nauczycieli, który jest dla niej odskocznią od przytłaczającej rzeczywistości.

Jo jest świadomą siebie kobietą i wie już, że na ołtarzu cudzych oczekiwań złożyła część siebie. Kobieta dociera do momentu, w którym próbuje ją odzyskać i przypomnieć sobie na nowo, kim tak naprawdę jest – dając przestrzeń tłumionym latami emocjom i potrzebom. A co to za typ, ten Maciek? To poczciwy facet o ułańskiej fantazji. Na dodatek jest w niej po uszy zakochany. Widocznie właśnie tego potrzebuje nasza bohaterka, aby choć na chwilę złapać oddech i zapytać samą siebie: czego mi potrzeba? Biorąc przy tym na siebie ryzyko społecznego potępienia (szczególnie wysokiego
w małym miasteczku), toksycznego osądzania, rozpadu rodziny… i spirali paranoicznych wydarzeń.

My w tym czasie mamy okazję przemyśleć:

💙 Czego zabrakło Jo w relacjach z bliskimi? Czego było za dużo?
💙 Czy naprawdę MUSIAŁA sprostać narzuconemu jej wizerunkowi? Kto jej go narzucił?
💙 Współczesna Matka Polka – czym się zajmuje i jak może wpływać na nią nadmiar obowiązków?
💙 Czy można się wypalić w relacjach z rodziną?
💙 Jak możemy dbać o siebie nawzajem, aby tego uniknąć?
💙 Czy mimo pełnionych ról mamy prawo powiedzieć DOŚĆ?
💙 Czym kobiety przepłacają wizerunek grzecznej dziewczynki?
💙 Kobieca seksualność – dlaczego to wciąż temat tabu, a w kinie nadal zdradzają głównie mężczyźni?

To już trzeci film reżysera opowiadający o trudnościach wynikających
z bliskich relacji. Dwa wcześniejsze – Kamper i Córka trenera – to osobne tematy, oba zdecydowanie warte uwagi. Wszystkie trzy charakteryzuje poczucie humoru i lekkość prowadzenia postaci, mimo całej emocjonalnej dramaturgii, która się pomiędzy nimi rozgrywa. W Moim wspaniałym życiu nie brakuje nawet kryminalnej intrygi – więc podczas tego seansu dla każdego znajdzie się coś dobrego. Idźcie do kin, naprawdę warto. Film został doceniony w Gdynii, a przed nim jeszcze wiele do zdobycia. Na czele
z sercami umęczonych swoją codziennością i powinnościami wobec społeczeństwa kobiet.

Trailer
Do posłuchania.

Mustang, Deniz Gamze Ergüven, 2015

…czyli o wychowaniu panien i cnotach niewieścich.

Pamiętacie uczucie towarzyszące zakończeniu roku szkolnego? To nieuchwytne „‚coś” pomiędzy ulgą, dreszczem ekscytacji i przedsmakiem dni przesyconych niemal nieskończoną wolnością, wielką niewiadomą… Podejrzewam, że tego dnia podobny stan towarzyszy uczennicom i uczniom niezależnie od kraju pochodzenia. Wakacje w Turcji są wyjątkowo długie, więc jest się z czego cieszyć. Nie inaczej jest w przypadku naszych bohaterek. Kilkunastoletnie siostry: Lale, Nur, Selma, Ece i Sonay właśnie wracają
z uroczystości zakończenia roku szkolnego. Lato trwa w pełnym rozkwicie, słońce rozgrzewa piasek na plaży i rozświetla grzywy morskich fal. Podobnie kwitną dziewczyny – wiatr rozwiewa ich długie, kasztanowe włosy i smaga opaloną skórę. W drodze powrotnej do domu towarzyszą im chłopcy,
z którymi wbiegają do morza, mocząc szkolne mundurki. Bawią się, śmieją, chłopcy biorą dziewczyny „na barana”. Siostry wracają do domu jeszcze
za dnia, wciąż przepełnione radością i energią. Wyraźnie czujemy łączące ich porozumienie i głęboką relację. Przykra niespodzianka czeka na nie zaraz po przekroczeniu progu domu, gdy jeszcze chichoczą i urządzają przepychanki. Babcia zwraca się do nich następującymi słowami:

Pani Petek zadzwoniła i powiedziała, że się zeszmaciłyście.
Ocierałyście się o ramiona chłopaków.
Jesteście ohydne.

Fotos z filmu / Gutek Film / materiały dystrybutora

Na początku warto zaznaczyć, że w tureckim społeczeństwie wciąż kultywowane są konserwatywno-patriarchalne tradycje rodzinne,
a najważniejszymi wartościami są cnota i honor rodu. Budząca się
w młodych kobietach seksualność stanowi w wyobrażeniach społeczeństwa zagrażającą, demoniczną wręcz siłę. Sam seks kojarzy się z czymś zakazanym i brudnym. Idealna kobieta powinna w obowiązujących ramach stanowić „uosobienie cnót”: być skromna, oddana rodzinie, pracowita
i obowiązkowo – być dziewicą w dniu ślubu, co w razie wątpliwości sprawdzane jest komisyjnie przez ginekologa. To wszystko wciąż dzieje się
w XXI wieku. Czy niektóre aspekty nie brzmią odrobinę znajomo?…

W związku z zabawą na plaży rusza cała fala upokorzeń i radykalnych prób ograniczenia wolności sióstr. Oprócz babci dbającej o tradycyjne wartości, opiekę nad nimi sprawuje zasadniczy i porywczy wuj. Tak, to zestawienie nie zwiastuje niczego dobrego. Na pierwszy ogień idzie zamknięcie dziewczyn
w domu na cztery spusty i odebranie dostępu do wszelkich potencjalnych źródeł „zepsucia”, jak telewizja, telefon i książki. Następnie zapada decyzja
o jak najszybszym wydaniu sióstr za mąż, po wcześniejszym, szczegółowym przygotowaniu ich do tej roli. Uszycie ubrań w ponurych kolorach i lekcje gotowania to jedne z pierwszych elementów tego procesu. Nie muszę chyba dodawać, że przyszli mężowie zostaną odgórnie wybrani każdej z dziewcząt przez opiekunów, po wcześniejszej akceptacji wspólnoty. Siostry traktowane są jak towar i karta przetargowa niemal dosłownie, co obserwujemy w scenie „wyprowadzenia” przez babcię dziewczyn na rynek, aby mogli się im lepiej przyjrzeć okoliczni mężczyźni. Eksponowanie swojej urody? Tak, ale tylko we wspólnym interesie rodziny. Niech żyją podwójne standardy!

Przymiarki do sukni ślubnej.
Fotos z filmu / Gutek Film / materiały dystrybutora

Szybko przekonujemy się, że mimo początkowych, solidarnych prób sprzeciwu, nasze bohaterki nie mają żadnego głosu w związku z gotowanym im losem. Tylko jedna z nich będzie miała szczęście poślubić chłopaka, którego kocha, reszcie zostanie narzucone to, co zdaniem opiekunów jest najlepsze dla interesu rodziny. Każda reaguje w indywidualny sposób na sytuację w której się znalazły i mamy okazję obserwować zachodzące w nich w tym czasie przemiany. Najwięcej siły do stawiania sprzeciwu opresji ma Lale, najmłodsza z sióstr i jednocześnie narratorka przedstawianych wydarzeń. W związku ze swoim wiekiem spędziła najmniej czasu przesiąkając tradycyjnymi rytuałami i trzeźwo ocenia absurd otaczającej ją sytuacji. Jak odkrywać swoją seksualność i płeć przeciwną podczas aresztu domowego? Co wspólnego ma z tym zamiłowanie dziewcząt do piłki nożnej? Czy w tej bajce o księżniczkach zaklętych w wieży w ramach kary za swoje piękno i żywotność pojawią się jakieś postaci, które pomogą im wydostać się z niewoli? Kto za swoją rozkwitającą młodość zapłaci najwyższą cenę?
Tego dowiecie się z seansu.

Oprócz pytań związanych z fabułą filmu warto zadać sobie kilka innych pytań:

💙 Jak z sytuacją radziła sobie każda z dziewczyn?
💙 Czego chciały dla siebie?
💙 Czym była dla nich wolność?
💙 Jakim interesom ona zagraża? Kto się jej boi najbardziej i dlaczego?
💙 Jakich aspektów dojrzewania i poznawania siebie zostały pozbawione?
💙 Niezależnie od płci: czym jest dla mnie kobiecość? Z czym mi się kojarzy?
💙 W jaki sposób manifestuję swoją kobiecość? Może mam jakieś sposoby celebrowania jej?
💙 W jaki sposób kobiety mogą się wspierać i chronić nawzajem?

Mustang to film o przemocy, w którą może przerodzić się ortodoksyjne przestrzeganie tradycji. To na całe szczęście też opowieść o kobiecej energii
i sile, która potrafi odradzać się nawet w najtrudniejszych warunkach. Kobieca solidarność okiem reżyserki (która w Turcji miała problemy za ukazanie niewygodnej prawdy o swoim kraju na arenie międzynarodowej) potrafi kruszyć mury i skostniałe systemy. Kobieta jest przemianą, zaś tytułowe mustangi to konie, które nigdy nie dały się ujarzmić człowiekowi. Wymownie? Dodam, że gorycz ekranowych wydarzeń łagodzona jest wizualnym pięknem i czułym, zmysłowym okiem kamery. Obejrzyjcie ten film przy najbliższej okazji i sprawdźcie, co jeszcze w nim do Was przemówi.

Zwiastun filmu.

Proste rzeczy, Grzegorz Zariczny, 2020

…czyli niezałatwione sprawy z przeszłości i filmoterapia planowa.

Dziś o filmie, który w pokwarantannowym, kinowym zawrocie głowy mógł dość łatwo umknąć Waszej uwadze. Chciałabym go mimo wszystko ocalić odrobinę od zapomnienia, bo w moim odczuciu jest w nim coś, co uchyla drzwi nieoczywistym wątkom psychologicznym w polskim kinie i jest dla niego powiewem świeżości. Niełatwo jest przekazać emocje i sprawy związane z duchowością na ekran. Podczas oglądania istnieje duże ryzyko „odbicia się” od emocjonalnych aspektów, na których zależało twórcom. Przez ten film moim zdaniem można przejść całkiem łagodnie. Musicie wiedzieć, że odtwórcy dwóch głównych ról nie posiadają wykształcenia aktorskiego, a scenariusz przenika się z autentycznymi wydarzeniami z ich życia i ma dla reżysera charakter autobiograficzny. Proces produkcji filmu był także emocjonalnym procesem dla aktorów, który domknął się wraz
z zakończeniem zdjęć. Wiele scen z filmu jest improwizowanych i stanowi autentyczny zapis naturalnych interakcji pomiędzy aktorami.
Filmoterapia planowa w niemalże czystej postaci – to lubię!

W pierwszej scenie poznajemy Błażeja (Błażej Kitowski), który właśnie nagrywa grupową sesję pracy z ciałem metodą Alexandra Lowena… brzmi tajemniczo, prawda? Takie może się na pierwszy rzut oka wydawać. Jest to metoda pracy z ciałem, która opiera się na założeniu, że nasze ciało pamięta wszystkie przeżyte przez nas emocje i traumy. My zaś poprzez pracę z nim możemy uwolnić nagromadzone emocjonalne napięcie i dzięki temu powrócić do psychicznej równowagi. Nie musimy jednak wiedzieć tego wszystkiego. Wystarczy, że popatrzymy na poruszonych uczestników spotkania i wysłuchamy tego, co mówią o swoich doświadczeniach.
Błażej obserwuje ten proces z bliska i okazuje się, że nie pozostaje na niego obojętny.

Nasz bohater wraz ze swoją żoną Magdą (Magdalena Sztorc) oraz córką Alą (prawdziwa córka odtwórcy roli) zamieszkują w jednej z podwarszawskich wiosek. Zawsze marzyli o ucieczce od zgiełku miasta i wreszcie im się to udało. Właśnie zaczynają remont niedużego domu. Czujemy od nich wolnego ducha. Mogłoby się wydawać, że mają wszystko, co jest potrzebne do szczęścia… a jednak coś nie gra. Pomiędzy Błażejema Magdą wieje chłodem. Ona jest zmęczona i mamy wrażenie, że nie wie czego chce, on próbuje wywiązywać się z roli męża i ojca na wszystkie znane sobie sposoby, a tych niestety nie zna zbyt wielu. Błażej wychował się bez ojca, który pił i porzucił rodzinę. Na domiar „złego”, po obejrzeniu sesji metodą Lowena bohater zaczyna kopać w swoich wspomnieniach i emocjach, próbując zrozumieć swoją przeszłość i skonfrontować się z krzywdami, jakie wyrządził mu ojciec. Przewodnikiem w tym procesie staje się dość tajemniczy wujek (Tomasz Schimscheiner i jego niebywały warsztat aktorski), który udziela Błażejowi odpowiedzi na nurtujące go pytania. Dla Magdy to niepotrzebne wywoływanie duchów, grzebanie w starych ranach. Błażej za to zaczyna zdawać sobie sprawę, że bez rozprawienia się z duchami przeszłości
i oczyszczenia ran ma niewielkie szanse na zbudowanie szczęśliwego
i stabilnego „tu i teraz”.

Problemy z ogrzewaniem domu mają też symboliczny wymiar.
fotos z filmu / Nowe Horyzonty / materiały dystrybutora

Warto zastanowić się nad paroma sprawami:

🖤 Jak Magda i Błażej komunikują się ze sobą?
🖤 Jak nazwać towarzyszące im uczucia?
🖤 Jak nazwać stojące przed każdym z nich wyzwania?
🖤 Co konkretnie może stać na drodze do ich szczęścia?
🖤 Co uzyskał Błażej „rozdrapując rany”? Co to był za proces?

Przy całej psychologicznej głębi filmu, reżyser zadbał o to, by nie był on dla widzów szczególnie obciążający. Nie brakuje w nim zabawnych scen (absolutnie genialny pies Falkor) i interesujących sekwencji. Fabuła płynie swobodnie i nabiera często barw charakterystycznych dla dokumentu,
a jednak nie brakuje wątków, które można śledzić z żywym zainteresowaniem. Jest w tym coś z podglądactwa, jakbyśmy weszli do domu bohaterów i okiem kamery przyglądali się ich intymnej codzienności.
Dzięki temu – jeśli tylko chcemy poświecić temu uwagę – możemy jak
w lustrze obejrzeć to, czego w naszej codzienności i bliskości z drugim człowiekiem doświadczamy sami. Dla mnie jest to film o odwadze do konfrontowania się z demonami przeszłości na rzecz szczęśliwszej przyszłości. Z myślą o sobie i osobach, które się kocha.

Sound of metal, Darius Marder, 2019

Przeciągłe, piszczące w uszach sprzężenie systemu dźwiękowego przerywa ostre i głębokie brzmienie gitary elektrycznej. W sali jest ciemno i gorąco. Zmęczony perkusista w skupieniu, z zamkniętymi oczami przysłuchuje się każdemu dźwiękowi wydawanemu przez gitarzystkę i wokalistkę w jednej osobie. Moment ciszy. Oczekiwanie na kolejny dźwięk… Jeszcze chwila… Cztery uderzenia drewnianych pałek i pierwszy głuchy huk bębnów. Zrozumieli się bez słów, właśnie zaczynają kolejny kawałek. Publiczność go zna i natychmiast żywo reaguje.

On nazywa się Ruben (Riz Ahmed), na klatce piersiowej wytatuowane ma „PLEASE KILL ME”. Ona – Lou (Olivia Cooke), jest jego dziewczyną. Łączy ich miłość do muzyki i siebie nawzajem. Wspólnie tworzą, koncertują
i podróżują po kraju. Wyglądają na udaną parę. Dzień po wspomnianym koncercie Rubenowi zaczyna szumieć w uszach, jednak początkowo ignoruje ten fakt. Niestety jest to zapowiedź nagłej, obuusznej utraty słuchu, która ma nastąpić w ciągu kolejnych kilkunastu godzin. Następnego dnia oboje budzą się w nieznanej dla siebie rzeczywistości. Ruben nie słyszy prawie nic, jednocześnie tracąc świat, który dotąd znał. Pod znakiem zapytania staje przyszłość jego kariery muzycznej… oraz związku.


Kadr z filmu / Amazon Studios / materiały dystrybutora

Ruben nie jest typem, który biernie czekałby na zmianę na lepsze. Bierze swój los we własne ręce i postanawia działać. Gorączkowo. Nie przyjmuje do wiadomości faktu, że jego utrata słuchu jest nieodwracalna i z ogromnym zapałem szuka możliwych dla siebie rozwiązań. Lou obserwuje jego poczyniania ze współczuciem i przerażeniem w oczach, równie gorączkowo próbując odnaleźć się w nowej sytuacji. Ruben oczekuje od niej wsparcia, więc tym bardziej bolesna jest dla niego jej decyzja – dziewczyna dla jego dobra postanawia pozostawić go w ośrodku dla osób niesłyszących, aby tam nauczył się funkcjonować w świecie, w którym nagle się znalazł. Nasz bohater zgadza się na to, mimo początkowego sprzeciwu. Nie wie jeszcze, jak niezwykła i trudna droga go czeka oraz jakich lekcji udzieli mu tamtejszy guru – w tej roli niebywały, wychowany przez niesłyszących rodziców Paul Raci. Na miejscu okaże się, że zdrowie Rubena zostało nadwątlone nie tylko hałasem, ale również dragami wszelkiego kalibru.

Trudno jest ubrać w słowa ogrom emocji i uczuć, jakich doświadcza Ruben. Nic nie zastąpi samodzielnego przyjrzenia się im oraz nazwania. Warto zastanowić się nad kilkoma sprawami:

💙 Relacja Lou i Rubena – jak kształtuje się w czasie filmu i jak wpłynęła na nią utrata słuchu?
💙 Kolejne etapy straty – jak Ruben próbuje radzić sobie z emocjami i jaka jest ich dynamika podczas całego filmu?
💙 W jaki inny sposób para mogła poradzić sobie z problemem?
💙 Czy Ruben zyskał coś nowego poprzez swoją stratę? Co to jest?
💙 Jaki wydźwięk ma zakończenie?

Sound of metal to niezwykle intymny film o stracie. Udźwiękowienie filmu bardzo zbliża nas do głównego bohatera, pozwalając nam jeszcze wyraźniej doświadczać jego wzlotów i upadków. Role aktorskie Rubena i Joe nie bez przyczyny zostały wyróżnione nominacjami do Oscara. Ten film może okazać się szczególnie ważny dla osób, które w jakikolwiek sposób doświadczają problematyki niedosłuchu – we własnym życiu, życiu swoich bliskich… lub swoich pacjentów. Nie bez znaczenia pozostaje temat uzależnienia, który jest równoległym wątkiem. Niezależnie od wszystkich wątków – jest to film o nie poddawaniu się. Podsumowując – Sound of metal aż brzęczy od wewnętrznych rozterek bohatera oraz poruszających prób zbudowania swojego świata na nowo. Jeśli damy się poprowadzić Rubenowi – to co ma nam do przekazania z pewnością pozostanie z nami na długo. Film dostępny jest na Amazon Prime.

Minari, Lee Isaac Chung, 2020

Minari to koreańskie zioło słynące ze swojej wytrzymałości. Roślina potrafi zapuścić korzenie i bujnie się rozrosnąć nawet w bardzo niesprzyjających warunkach. Przed laty, babcia reżysera filmu przywiozła minari z Korei
do Ameryki. Wnuk swoją opowieścią o przystosowywaniu się do życia
w obcym kraju wywalczył sześć nominacji do Oscara i poruszył wiele
serc – zarówno w rodzinnej Korei, jak i na całym świecie. Minari to pełna ciepła opowieść o korzeniach, poszukiwaniu własnej tożsamości
na emigracji i wielkiej sile, jaka tkwi w rodzinie.

Stany Zjednoczone, lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Pochodzący z Korei Jakob (nominowany za tę rolę do Oscara Steven Yeun) i jego rodzina przeprowadzają się ze słonecznej Kalifornii na wieś w stanie Arkansas.
Jakob ma własną, ambitną wizję amerykańskiego snu. Jest nią plan założenia własnej farmy, na której będzie hodował koreańskie warzywa, zaopatrzając
w nie okolicznych sklepikarzy. Nie brakuje mu do tego wiedzy, wyobraźni
i zapału. Niestety jego entuzjazm nie do końca podziela reszta rodziny, zawiedziona warunkami w jakich przyszło im żyć – ich domem stała się
przyczepa kempingowa, gotowa odlecieć przy okazji pierwszego tornada.
Na domiar złego, Jakob oraz jego żona Monica (Ye-ri Han) oddalają się
od siebie, a ich priorytety zaczynają coraz bardziej różnić. Jest im trudno znaleźć wspólny język, pojawia się między nimi niewidzialna ściana.

Pierwsze kroki na własnej ziemi.
Fotos z filmu / Bestfilm/ materiały dystrybutora

Na szczęście z odsieczą prosto z Korei przybywa babcia Soonja (również nominowana do Oscara Yuh-Jung Youn). Co prawda, mali członkowie rodziny niekoniecznie chcą być przez babcię ratowani – ta dziwnie pachnie, przeklina, gra w karty i przyrządza podejrzane, orientalne jedzenie.
Niemniej jednak, od momentu jej przybycia dla całej piątki rozpoczyna się niepowtarzalna lekcja zapuszczania korzeni oraz trwania przy sobie na dobre
i na złe. Bohaterowie poznają uroki wiejskiego życia i uczą się funkcjonować wśród lokalnych mieszkańców, którymi są w głównej mierze biali chrześcijanie. Poszukują własnej tożsamości i próbują odnaleźć się
w amerykańskim społeczeństwie, nie rezygnując z rodzimych tradycji. Przede wszystkim jednak – starają się odbudować swoje role w rodzinie
i mimo trudności (a tak naprawdę – dzięki nim) odnaleźć w sobie źródła, dzięki którym znów będą dla siebie wzajemnym wsparciem i odnawialną siłą.
Nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

W międzyczasie, podziwiając przepełnione słońcem i zielenią zdjęcia oraz słuchając akompaniamentu niezwykle żywych dźwięków natury, mamy chwilę na różnego rodzaju pytania:

🖤 Co kierowało Jakobem w drodze do osiągnięcia swojego celu?
🖤 Jakich uczuć w tym czasie mogła doświadczać Monica?
🖤 W jaki sposób każde z nich starało się dbać o rodzinę i jak widziało w niej swoją rolę?
🖤 Instytucja szalonej babci – co wniosła do ich wspólnego świata?
🖤 Na jakie przykre emocje narażone były dzieci?
🖤 Czy bohaterowie komunikowali odpowiednio swoje potrzeby?
🖤 Jaki jest ich ogólny styl porozumiewania się pomiędzy sobą oraz światem zewnętrznym? Czy wyrażanie siebie przychodzi im z łatwością?
🖤 Co może uratować rodzinę w trudnych momentach? Czego wymagały
od bohaterów tego typu sytuacje?
🖤 Jakich uczuć w sytuacjach społecznych mogli doświadczać bohaterowie jako emigranci?
🖤 Na tropie subtelnych odcieni emigracji w naszym własnym życiu:
Czy aby czuć się jak emigranci, musimy przenieść się do obcego kraju?
A może wystarczy wyjazd do innego miasta lub ze wsi do miasta?

Praca na planie filmu była poruszającym doświadczeniem dla ekipy – nie brakowało w niej osób, które same dobrze znają smak życia i dorastania
na emigracji. Potrzeba stworzenia już nie koreańskiej, nie amerykańskiej,
a całkiem indywidualnej tożsamości jest nie lada wyzwaniem, które wymaga wiele cierpliwości i pokory. Minari uczy nas wrażliwości na osoby z innych krajów oraz może stać się bliski sercu tym, którzy doświadczyli bycia emigrantem… lub z jakichkolwiek innych powodów czują się w swoich miejscach jak przybysze z obcego kraju.

Frances Ha, Noah Baumbach, 2012

Dzisiaj parę słów o dojrzewaniu do dorosłości, poszukiwaniu własnego głosu oraz miejsca na ziemi. Reżyser stworzył scenariusz wspólnie
z odtwórczynią głównej roli, Gretą Gerwig, przez co film ma szczególnie osobisty wydźwięk. Postać Frances i jej problemy są bliskie zarówno aktorce jak i reżyserowi, którzy z resztą tworzą parę także poza planem filmowym. Ten przepełniony humorem, czarno-biały obraz przypominający kino francuskie z lat 60. jest świetnym pomysłem na lekki seans, który w kolejne sceny niezauważalnie wplata wiele interesujących spostrzeżeń.

Do rzeczy: Frances ma 27 lat i jest pełnym entuzjazmu wulkanem energii.
Ma głowę pełną marzeń na temat swojej przyszłej kariery tanecznej i życia
w świecie nowojorskich artystów. Robi co może, aby je zrealizować,
z lepszym lub gorszym skutkiem. Jest pełna sprzeczności, neurotyczna, zabawna i ekscentryczna, przez co przypomina bohaterów z filmów Woody’ego Allena. Niezręczne sytuacje i wygadywanie głupot
w nieodpowiednich momentach to jej specjalność. Przez swojego przyjaciela określana jest jako „nierandkowalna”. Coś w tym jest, poza tym pochłonięta samorealizacją Frances nie ma czasu na takie sprawy. Nie mniej jednak bliskie relacje są dla niej niezwykle ważne.

Fotos z filmu „Frances Ha” /Best Film /materiały dystrybutora

Poznajemy naszą bohaterkę w momencie, gdy wiedzie dość beztroskie życie mieszkając wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką (Mickey Sumner), Sophie.
W momencie, gdy chłopak Frances proponuje jej wspólne mieszkanie, ona odmawia mu zarówno tego przedsięwzięcia, jak i dalszej współpracy… Chwilę później Sophie postanawia ułożyć sobie życie na własnych zasadach
i przeprowadzić do wymarzonej dzielnicy Nowego Jorku. Nie uwzględnia Frances w swoich przyszłych planach. Postawiona przed faktem dokonanym dziewczyna musi skonfrontować się z nieprzyjazną wizją niedalekiej przyszłości i przewartościować swoje dotychczasowe życie, z którego została dość brutalnie wyrzucona. Jakby nie było: Frances staje w obliczu kryzysu
i aby go rozwiązać, musi zadać sobie wiele pytań oraz podjąć konkretne działania. Nasza bohaterka jeszcze nie do końca ma ochotę opuszczać znaną sobie rzeczywistość. Jak odnajdzie się w nowej dla siebie sytuacji?

My tymczasem mamy okazję do zlokalizowania w sobie tego co nam we Frances bliskie, a co nas w niej drażni oraz zastanowić się nad paroma kwestiami:

🖤 Gdzie leżeć może granica pomiędzy niefrasobliwą młodością a bardziej dorosłym życiem?
🖤 Czy jest ona jednakowa dla wszystkich?
🖤 W jaki sposób poszczególni bohaterowie filmu starali się stać bardziej dorośli?
🖤 Czy kryzys może być szansą? Jak go wykorzystać?
🖤 Na przykładzie lepszych i gorszych działań Frances: jak możemy konstruktywnie radzić sobie z kryzysami, które dopadają nas na kolejnych etapach życia?
🖤 Komunikacja między kobietami – dlaczego czasem ubarwiają swoje wizerunki i zależy im na pokazywaniu się jako ideały?
🖤 Co i kogo musiała stracić Frances, aby się rozwinąć? Co zyskała?

Frances Ha to film o otwieraniu się na zmiany, przechodzeniu przez kolejne etapy dorosłości oraz pogoni za marzeniami. Z drugiej strony: o lęku przed nieznanym, stratach i nieudanych próbach. Mimo tego, że główna bohaterka jest kobietą, jej historia jest uniwersalna bez względu na płeć, żywa i bardzo ludzka. Frances potyka się, aby za chwilę wstać i z godną podziwu brawurą rozwiązywać kolejne problemy. Sprawdźcie, czy za jej wysiłek spotka ją nagroda.

Film dostępny jest na Netflixie.

Soundtrack to jedna z mocnych stron filmu.